Aqua Ogród
Walka z gloniskami
 
   

 

 
   

 

Wzloty i upadki - walka z glonami.

No coż. Bywa i tak że przychodzą rózne klęski. W moim akwa nastąpiło jakieś tąpnięcie. Pisałem ostatnio że glon sie wycofuje, niestety przyszło mi z nim walczyć dłużej. Na karb tego składam prawdopodobne przedawkowanie nawozu (przeszedłem na PGC) i jednoczesne wprowadzenie glona razem z lilaeopsis. Cóż, zrobiłem to lekkomyślnie sądząc że warunki w akwa są OK więc glon porastający lilaeopsis krzywdy mi nie zrobi. Niestety pomyliłem się grubo. Widać trafił na wyjątkowo sprzyjające dla siebie warunki, i niebawem miałem totalny kataklizm w baniaku. Glon przyjmował postać zielonej waty. Po kilku dniach pomimo zbierania recznego nie mogłem go opanować.

    

Na zdjęciu heterantera spowita zielonym "waciakiem"

    

Ludwigia spec. cuba - prawie cała zniszczona przez glony

    

Gałązka hemiantusa - tego musiałem usunąć całą kępę, ale już nasadziłem ponownie z małego akwa.

    

Praktycznie każde ziele zostało dotknięte. Pół godziny codzień sciągałem paskudztwo ręcznie.


Próby sił.

Na początku zrobiłem dużą podmiane wody, żeby bardziej wyjałowić akwa. Jeden z kolegów doradził mi aby podnieść pozim fosforu do 0,5ppm - tak też zrobiłem. No to wtedy się zaczeło. Glon tak zaczął bujać, że po 2-3 dniach poprostu firanki zwisały. Pomyślałem że tak to raczej daleko nie zajade. Postanowiłem zagłodzić dziada. Co 2 dni robiłem podmiany wody na czystą demineralke. Zero nawożenia. Dieta dla ryb. I tak jakies 10 dni. Niestety glon sobie wiele z tego nie robił, za to ziele zaczynało mocno cierpieć.

    

Zagłodzone rośliny. Na zdjęciu obumarły stożek wsrostu ludwigii repens. Ta padła pierwsza.

Doszedłem do wniosku, że jednak nie tędy droga. Przez kolejne dni zacząłem podmieniać wode ok. 20-25% dzienie. Ustawiłem mieszanie pół/pół kranówki z demineralką. Codziennie podawałem też 0,2ppm fosforu. NO3 mam w kranie ok. 10ppm, więc po zmieszaniu wychodziło 5ppm w podawanej wodzie. Podawałem też codziennie PGC w proporcji 2ml / 10l podmieniej wody. Po tygodniu takiego działania, mogę powiedzieć dziś że jest nieżle. Glonisko praktycznie znikło. Gdzieniegdzie widze jeszcze pozostałości, ale jak sądze sytuacja została opanowana. Poniesione straty :( Hemiantus - w całości. Cabomba - w całości. Wywłócznik - ocaliłem 2 gałązki. Heterantera - rwałem garściami, ale ta rosnie u mnie jak perz. Nie ucierpiały prawie wcale rotale i ludwigie - poza repensem ten jak widac powyżej. Mam nadzieję, że za jakieś 2 tygodnie będę mógł się znów "pochwalić" dużym baniakiem. Póki co - fotka małego - dobrze jest mieć możliwość odtworzenia "pogłowia" w razie biedy ;)

    

W małym zbiorniczku totalna sielanka. Zero glonów (o ile wogóle moze byc zero :)